Kasztelanowa Katarzyna z Potockich Kossakowska

Historie  i  anegdoty



Zwyczaj spisywania własnej charakterystyki w postaci „portretów”, panujący wszechwładnie w XVII-ym wieku, a pociągający również takiego wybitnego myśliciela i literata, jakim był słynny twórca „Maximes” Franciszek ks. de la Rochefoucauld był bez wątpienia jednym z najciekawszych i najbardziej pożytecznych snobizmów, jakie nawiedzały ludzkość. Bo cóż zdoła lepiej scharakteryzować epokę, co da lepsze wyobrażenie o etyce, mentalności i poglądach danej generacji, jak nie obraz jednostki, która wraz z wszystkimi swymi współczesnymi tworzy społeczeństwo?

Niestety nie zawsze spotykamy takie autobiografie w literaturach obcych – w naszej zaś mamy ich niewiele. Przodkowie nasi nie byli i skorzy do pióra: tacy pamiętnikarze jak Matuszewicz, Kitowicz czy Falkowski to raczej wyjątki, gdyż ogół społeczeństwa uważał pisanie za znacznie mniej zaszczytne jak władanie karabelą, pracę na roli czy łowy.

Z tych też powodów literatura nasza odznacza się pewnym ubóstwem monografii historycznych. Zdarza się nieraz, że autor mający zamiar napisać monografię – napotyka trudności nie do przezwyciężenia. W porównaniu więc z literaturą innych narodów posiadamy niewiele tych życiorysów, choć istniały u nas postacie proszące się po prostu o szczegółową i wszechstronną monografię.

Nie będę przytaczać innych przykładów – powiem tylko – że taki Paweł hr. Strzelecki, słynny podróżnik, któremu obecna „Mount Kościuszko” zawdzięcza swoją nazwę, a nauka wiele geologicznych dzieł – nie doczekał się do dnia dzisiejszego monografii, choć jest sylwetką niezwykłą, ciekawą, wszechstronnie zajmującą, życie jego dałoby nieprzebrany materiał nie tylko historykowi, ale też powieściopisarzowi. Takich kandydatów do monografii znajdziemy w naszych dziejach więcej – przeważnie jednak na przeszkodzie staje szczupłość materiałów i brak autobiograficznych zapisków, notatek itp.

Zgodnie z zasadą ex parvis cognoscere magna – poznać z drobnych rzeczy wielkie – przypuszczam, że życiorys takiej postaci jak pani kasztelanowej kamieńskiej Katarzyny z Potockich Kossakowskiej bez wątpienia przyczyni się do poznania również wieku, w którym żyła, do zrozumienia psychologii ówczesnych ludzi, a fakty przytoczone w tej książce, choć nieraz może znane, nabiorą bardziej plastycznych konturów, gdy zwiążemy je z życiem tej niezwykłej i ciekawej postaci kobiecej. Chodzi mi o to, ażeby Czytelnik, który zapewne nie jedno słyszał i czytał o pani kasztelanowej – mógł zobaczyć ją swoim duchowym okiem, aby ta postać stała mu się bliższa, aby czytając te karty przebywał w jej towarzystwie i wżył się w atmosferę panującą dookoła niej.

Zebranie materiału o Pani Kossakowskiej nie było rzeczą łatwą. Jakkolwiek w niejednym pamiętniku znajdujemy o niej wzmianki, choć niejeden list mówi o niej, a przeszło tysiąc zostało przez nią osobiście lub pod jej dyktandem napisanych, to jednak wszystkie dotychczasowe oceny kasztelanowej grzeszyły po większej części subiektywnością.

Powodem tej jednostronnej oceny jest niewątpliwie to, że trudno było współczesnym rozeznać się w pewnej chaotyczności charakteru „mądrochy”, trudno uszeregować jej czyny, trudno też było „sine ira et studio” skrytykować je lub pochwalić. Życie kasztelanowej, tętniące polityką, intrygami, licznymi sprawami procesowymi, wchodziło zawsze w orbitę najbardziej palących i aktualnych spraw Rzeczypospolitej, była więc wystawiona z jednej strony na ostrą krytykę, z drugiej bezmyślnie nieraz uwielbiana.

Jakąkolwiek była pani kasztelanowa, jakie posiadała zalety czy wady, jakikolwiek spotkał ją sąd, chciałbym – i to życzenie przyświecało mi przy pisaniu niniejszej książki – aby zacięta antagonistka króla Stasia, opiekunka Kościuszki i postrach józefińskich skrybów, wyszła z tych kart jak najbardziej żywa, prawdziwa i dla dzisiejszego czytelnika zrozumiała, a wtedy cel mojej książki zostanie osiągnięty w pełni.

Książkę niniejszą ozdobią reprodukcje obrazów i sztychów przeważnie z XVIII-go wieku. Do mało znanych, a bardzo ciekawych zaliczam podobizny dziesięciu akwarel Wincentego Kasprzyckiego, utalentowanego ucznia Norblina. Przedstawiają one pałac w Wilanowie i jego wnętrza z czasów, gdy był on własnością Potockich, których pani kasztelanowa odwiedzała w czasie swojego pobytu w Warszawie.

Akwarele te już nie istnieją – względnie los ich jest niewiadomy, prawdopodobnie zostały zniszczone lub zrabowane w czasie okupacji podczas napadu, gdy zamordowano ich właściciela.

Na tym miejscu miło mi podziękować artystom malarzom: Władysławowi Jastrzębskiemu za wykonanie winiet do tej książki i Witoldowi Chomiczowi za wzory na okładkę.



Kraków, w grudniu 1939 r.


Jan Czernecki